Mój dron utknął na drzewie

Mój dron utknął na drzewie

Czasem każdy z nas ma takie dni, kiedy nic mu się nie udaje i prześladuje go pech. Wstaje z łóżka i poślizgnie się na leżącej skarpetce, nalewając sobie herbatę wyleje ją na nową bluzkę, potem wyrzuci kubeczek po jogurcie do zlewu, a łyżeczkę do kosza na śmieci.

Dron może też niestety zrobić nam psikusa i utknąć na drzewie. Co wtedy?

quadrocopterA to dopiero poranek i nie koniec problemów. Z każda minutą robi się coraz gorzej. Moje wczorajsze apogeum miało miejsce na działce. Mój nowy dron przybył dzień wcześniej w paczce, więc bardzo chciałam go wypróbować i zobaczyć jak faktycznie lata. Był to normalny dron, nie dron z kamerą, bo taki był dużo droższy, a nie był mi potrzebny. Złożyłam jego części i zaczęłam sprawdzać czy lata. Na początku wszystko było dobrze. Tylko lekko wzbiłam się w powietrze, żeby zobaczyć jak reaguje na kontrolery. W lewo i w prawo szło dobrze, z zawracaniem miałam mały problem, ale po zrobieniu kilku kółek dałam jakoś radę. Później nauczyłam się miękkiego lądowania na trawie, tak żeby niczego nie uszkodzić. Byłam zbyt pewna siebie i uznałam, że tani quadrocopter mam już opanowany. Postanowiłam polatać nieco wyżej i zobaczyć jak daleko mogę polecieć. Przeleciałam nad swoja działką i podwórkiem sąsiada i pomyślałam, że skoro drony nadal są widoczne to polecę w stronę lasu, nieco wyżej. Jednak gdy chciałam zawrócić hubsan x4 h107p z powrotem to utknął on na drzewie i za nic nie chciał ruszyć. Blokowały go gałęzie. Gdyby to był dron z kamerą to bym po obrazie doszła do tego, jak go wyciągnąć, a tak musiałam zdać się na siebie i wspiąć się na drzewo, żeby go ściągnąć. Niby nie było wysokie, ale sam dron swoje waży, więc ciężko mi szło jego ściąganie.

W końcu mi się udało, ale męczyłam się z tym chyba z dobrą godzinę. Miałam na razie dość dronów i schowałam go do pudła. Następnym razem zacznę od krótkich i łatwych tras, a nie będę się porywać na trudne loty dronem.